środa, 14 sierpnia 2013

Kenwood CHEF premier



Już od dawna marzyłam o porządnym robocie kuchennym. Wprawdzie nie mogłam za bardzo narzekać na swojego ręcznego Phillipsa, ale w pewnym momencie przestał dawać sobie radę z gęstym ciastem chlebowym. Zaczął po prostu śmierdzieć, co zapowiadało szybkie spalenie się silnika. Poza tym trudno mi było wyrabiać ciasto przez kilka minut, kiedy musiałam to robić ręcznie, przez co najczęściej nie trzymałam się czasu wyrabiania podanego w przepisie. Stwierdziłam, że skoro od ponad roku nie kupuję pieczywa w sklepie, a pieczywo domowe robię 2-3 razy w tygodniu, mogę zainwestować w porządny sprzęt, który, mam nadzieję, będzie mi służył przez lata.

Kenwood vs KitchenAid
Jak pewnie wielu z was, na początku marzył mi się kultowy KitchenAid. Jednak ceny tych urządzeń w Polsce, czy nawet w Anglii, są absolutnie zaporowe. W końcu musiał przemówić zdrowy rozsądek - wygląd nie jest warty takich pieniędzy. Może gdybym miała designerską kuchnię i bardzo zależałoby mi na konkretnym kolorze KitchenAida... Do tego dochodzi też druga sprawa - moc tych robotów. Najpopularniejsze modele KitchenAida mają zaledwie 325 watów, czyli tyle, co mój ręczny mikser. Czy warto więc płacić tak duże pieniądze za taką samą moc? Wprawdzie polski dystrybutor na swojej stronie pisze coś o różnicach w mocy czynnej i biernej (tzn. że tak naprawdę 325 W w KitchenAidzie to więcej niż 325 W w urządzeniu innego producenta), jednak mój domowy elektryk ;) uświadomił mnie, że mimo wszystko różnice w tych dwóch rodzajach mocy nie są tak duże, żeby te 325 W mogło się równać na przykład 1000 W urządzenia innej firmy. Stwierdziłam, że skoro już inwestować, to w sprzęt o naprawdę porządnej mocy.

Oczywistym konkurentem KitchenAida jest Kenwood. Historia robotów Kenwood jest tak naprawdę niewiele krótsza od KitchenAida i wielokrotnie czytałam o osobach, które dopiero teraz wymieniają swoje stare, 40-letnie Kenwoody na nowe modele. Ten sam robot przez 40 lat? To robi wrażenie. Wprawdzie wiadomo, że obecnie wszystkie sprzęty są gorszej jakości, jednak nawet jeżeli mój Kenwood przetrwa "tylko" 20 lat, będę zadowolona ;).

W tym miejscu chciałabym od razu odnieść się do czytania recenzji tych dwóch sprzętów. W większości przypadków nie ma to wielkiego sensu, bo obie firmy mają swoich wiernych fanów, jak co najmniej Justin Bieber ;), którzy będą stali murem za swoim wyborem. To jest zresztą logiczne - jak wiele osób, które wydały 1,5-3 tysięcy złotych na taki sprzęt będzie w stanie przyznać się choćby przed samymi sobą, że popełnili błąd? Dlatego ja skupiłam się na czytaniu recenzji porównawczych osób, które miały okazję używać obu urządzeń, bo tylko wtedy można było liczyć na obiektywizm. W większości wypadków szala przechylała się na stronę Kenwooda, co w połączeniu z argumentami "cena" i "moc" sprawiło, że ostatecznie zdecydowałam się na urządzenie tej marki. Dostępnych jest oczywiście wiele modeli, w tym najnowsze z płytą indukcyjną (jednak w zawrotnej cenie, a mi taki gadżet nie jest aż tak bardzo potrzebny). Zdecydowałam się na chyba najpopularniejszy model marki, czyli Kenwood CHEF premier o mocy 1000 W.

Zakup
Robota zamówiłam na angielskim Amazonie. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na niższą cenę samego urządzenia oraz przystawek, a także dodawane do każdego zestawu szklany blender i mieszadło silikonowe. Co mnie najbardziej zdziwiło to to, że paczka dotarła do mnie dokładnie 24 godziny od zamówienia - kto by pomyślał, że zakupy w Anglii robi się nie tylko taniej, ale też szybciej... Zamawiając na Amazonie musicie tylko pamiętać o jednym - urządzenie ma angielską wtyczkę, więc zawczasu musicie zapewnić sobie przejściówkę.

Przystawki
Do Kenwooda, tak jak i do KitchenAida, można zakupić przystawki, które przydają się szczególnie osobom, które tak jak ja mają małą kuchnię i nie mają już gdzie trzymać kolejnych sprzętów. Niestety przystawki nie są tanie, w Polsce kosztują nawet ok. 300 zł. Dlatego 2 przystawki - do wyciskanego makaronu i do mielenia mięsa - zamówiłam od razu znacznie taniej na Amazonie. Dostępne są też, między innymi, przystawka do tarcia, siekania, krojenia na plasterki itp., przystawka do robienia lodów, krojenia w kostkę, wyciskania cytrusów, robienia makaronu wałkowanego itd.

Przejdźmy jednak do plusów i minusów samego urządzenia.

Plusy:

+ moc: 1000 W to nie przelewki, urządzenie świetnie daje sobie radę nawet z najbardziej zwartym ciastem, a bitą śmietanę ubija błyskawicznie. Niektórzy obawiają się, że urządzenie o takiej mocy zużywa bardzo dużo prądu - jednak jakoś jeszcze rachunki za prąd mnie nie zrujnowały ;).
+ końcówki do wyrabiania: w zestawie dostępna jest uniwersalna końcówka K, rózga do ubijania oraz hak do ciasta. Dodatkowo można dokupić (a w moim zestawie była dołączona) końcówkę silikonową, która świetnie zbiera składniki ze ścianek miski, a szczególnie przydaje się w przypadku ubijania masła.

Końcówki do wyrabiania ciasta i łopatka

+ możliwość dokupienia przystawek: nie są tanie, ale pamiętajmy, że maszynka do mielenia mięsa Kenwooda byłaby i tak droższa od przystawki tej samej firmy.
+ dokładne wymieszanie wszystkich składników, nawet przy niewielkiej ich ilości. Dodatkowo mamy możliwość wyregulowania wysokości końcówek, dzięki czemu możemy tak je ustawić, aby prawie dotykały dna miski. Oczywiście przy użyciu haka czasem zdarza się, że przy luźniejszych ciastach coś trzeba zebrać ze ścianek miski, jednak nie jest to wielkim problemem, tym bardziej, że do zestawu dołączona jest łopatka.
+ osłonka przeciwko chlapaniu: absolutnie genialna sprawa :). Mam przepis na gofry, w którym trzeba stopniowo, naprzemiennie dodawać po niewielkiej ilości mąki i mleka, co zawsze kończyło się tym, że i ja, i połowa kuchni byłyśmy w mące. Osłonka Kenwooda ma otwieraną klapkę, która umożliwia nam dodawanie kolejnych składników bez przerywania miksowania, nie brudząc przy tym wszystkiego wokół.

Osłonka zabezpieczająca przed chlapaniem (z otwartą klapką)
+ książka z przepisami: mały plusik za dołączoną książkę z przepisami. Myślałam, że będzie to kilka byle jak spiętych ze sobą kartek A4, a dostałam pięknie wydaną książkę z wieloma przepisami. Przy każdym z nich jest informacja, jakiej końcówki/przystawki i jakiej prędkości należy użyć do wybranego przepisu. Nadrukowana z tyłu cena to 19,99 funtów / 30 Euro.



Minusy:

- hałas: nie ukrywajmy, 1000 W musi hałasować. W przypadku ciasta chlebowego nie wychodzę poza prędkość 2, więc nie doskwiera mi to za bardzo, jednak przy ubijaniu białek na najwyższej prędkości nie ma mowy o jednoczesnym rozmawianiu z kimś w kuchni. Mimo wszystko, maszyna uwija się tak szybko, że hałas jest również krótkotrwały. W niektórych recenzjach czytałam też, że na wysokich prędkościach urządzenie "chodzi" po blacie, jednak sama tego nie doświadczyłam. Jedynie trochę się trzęsie, ale nie zmienia swojego położenia ;).
- wygląd: powiedzmy sobie szczerze, w tym starciu KitchenAid wygrywa. Wprawdzie ja osobiście nie uważam, aby Kenwood był brzydki, jednak na pewno nie jest też ładny, podczas gdy KitchenAid stanowi wręcz element wystroju kuchni. Choć pewnie ze względu na jego retro wygląd do bardzo nowoczesnych kuchni raczej pasowałby Kenwood.


Podsumowując, jest to urządzenie drogie, ale wysokiej jakości i w 100% spełniające swoje zadanie. Myślę, że nie trzeba nikogo przekonywać o wyższości robota stojącego nad mikserem ręcznym (ciasto się wyrabia, a my w tym czasie możemy np. zrobić śniadanie ;) ). Mam nadzieję, że ta recenzja pomoże komuś dokonać wyboru. W razie czego postaram się odpowiedzieć na ewentualne pytania.

Nie jest to artykuł sponsorowany.

14 komentarzy:

  1. Piękny KEN. Bardzo solidnie go opisałas. Ciągle marzę, żeby zepsuł sie mój stary MUM. 7 lat wykonuje w tym domu najcięższe prace i nic mu nie jest. Gdyby jednak kiedys...to też myślałam o KENie. Pochwalam więc wybór i pozytywnie zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chwilę zastanawiałam się nad MUMem, ale Kenwood wydawał mi się bardziej sprawdzony pod kątem wyrabiania ciasta chlebowego... No dobra, po prostu mi się marzył ;). Ale MUMa ma moja siostra, więc cieszę się, że Twój tak dobrze się trzyma :).

      Usuń
  2. Bardzo fajny blog, sądzę, że jeszcze tu zagoszczę :-)
    Co do robota mam dokładnie taki sam, tylko bez tej silikonowej zbieraczki. Jestem bardzo zadowolona, a dałam dokładnie 999 zł. W dzbanku do koktajli można zmiksować wszytsko, co choć trochę płynie, a chleby po prostu robią "się same" :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to świetna cena. Ja dałam więcej, ale i tak uważam, że było warto :).

      Usuń
  3. Bardzo pomogło, dobra kobieto. Bo jestem właśnie na etapie poszukiwań czegoś dla siebie i stoję przed wyborem Boschowego Muma, albo właśnie Kenwoodowej klasyki. Dzięki za ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc :).

      Usuń
    2. A właśnie spojrzałam, że siostra ma Muma - czy jesteś w stanie porównać te dwa roboty? Dodam, że nie piekę chlebów 3 razy w tygodniu, ale chcę mieć porządny sprzęt, który starczy mi na lata.

      Usuń
    3. Niestety nie miałam okazji z niego korzystać, wiem tyle, że siostra dotąd była z niego bardzo zadowolona - ale akurat chlebów nie piecze w ogóle. W niedzielę się z nią spotkam, więc popytam, czy ma z nim jakieś problemy.

      Usuń
    4. Będę bardzo wdzięczna! Bo albo kupię "gołego" kenwooda, albo najnowszego Muma z całym zestawem dodatków. Moc mają podobną (1000 vs 900). A i opinie całkiem niezłe, daje radę chlebowemu ciastu ponoć. I mam dylemat czy sprawdzona klasyka czy bardziej wypasiony, ale Bosch.

      Usuń
    5. Moja siostra jest dalej bardzo zadowolona z zakupu, tyle że ma trochę słabszą wersję (500 czy 600 W), która trochę się męczy przy cięższych ciastach, więc musi uważać, żeby go nie "zajechać". Ale podejrzewam, że 900 W nie miałoby już takiego problemu :).

      Usuń
    6. Bardzo pięknie Ci dziękuję! Zdecyduję się na tego Boscha jednak. Dopiero zaczynam przygodę z pieczeniem i myślę, że mogłabym Kenwooda po prostu nie docenić. Więc szkoda na niego kasy.
      No, to teraz może polecisz mi jak chleb na pierwszy ogień zrobić? ;)

      Usuń
    7. Jak na zakwasie, to proponuję ten: http://pieczywonazakwasie.blogspot.com/2013/03/lees-sourdough.html

      Usuń
    8. "Nie może się nie udać" - to coś dla mnie :D Dziękuję raz jeszcze za wszystko! A bloga dodaję do czytnika :)

      Usuń