wtorek, 13 stycznia 2015

Recenzja "Nourishing traditions" - o tradycyjnym odżywianiu

Źródło zdjęcia
Nourishing Traditions: The Cookbook that Challenges Politically Correct Nutrition and the Diet Dictocrats autorstwa Sally Fallon jest swego rodzaju Biblią osób odżywiających się w duchu "Real food" i ośmiela się zaprzeczać naszemu dotychczasowemu pojęciu na temat zdrowego odżywiania.

Autorka przede wszystkim sprzeciwia się diecie niskotłuszczowej, przekonując, że tłuszcze to niezbędne źródło energii i nośnik witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A, D, E i K). Według niej najzdrowsze są tłuszcze zwierzęce, masło i oleje tropikalne (czyli olej kokosowy i palmowy), które są szybko przekształcane w energię i mniej przyczyniają się do wzrostu wagi. Za to popularne rafinowane oleje roślinne (np. rzepakowy i słonecznikowy) to wysoko przetworzone produkty poddawane wielu procesom chemicznym. Warto wczytać się we fragment poświęcony demonizowanemu w obecnych czasach cholesterolowi - można się zdziwić! Autorka zaleca też rezygnację z białego cukru na rzecz niewielkiej ilości naturalnych słodzików (np. surowego miodu) oraz ograniczone spożycie białej mąki na rzecz mąki pełnoziarnistej. Weganie raczej nie zostaną fanami pani Fallon, która twierdzi, że białka zwierzęce są jedynym źródłem kompletnego białka, a witamina B12 w formie, jaką nasz organizm jest w stanie przyswoić, znajduje się tylko w produktach pochodzenia zwierzęcego. Za to wbrew pozorom soja wcale nie jest zdrowa. Według autorki powinniśmy też pić jak najwięcej niepasteryzowanego mleka, produktów mlecznych, takich jak jogurt czy kefir, jak również innych produktów fermentowanych, takich jak kiszona kapusta (i bardziej egzotyczne dla nas przetwory). Książka nie zaleca rezygnowania z soli, tylko zastąpienie zwykłej soli jej zdrowszą, pełną minerałów wersją. Zawiera też listę witamin i minerałów, wraz z informacją na temat ich źródeł i wpływu, jaki mają na nasz organizm.

Informacje podane w książce są kontrowersyjne, ale trzeba przyznać, że dobrze uzasadnione. Autorka podaje swoje źródła, odwołuje się do badań. Nie mamy wrażenia, że zmyśla. Książka jest napisana przystępnym językiem, choć oczywiście wymaga dobrej znajomości języka angielskiego (nie wydaje mi się, żeby była wydana po polsku). Szczególnie podoba mi się zdecydowany, ale nie obsesyjny ton książki - Fallon nie chce nas przestraszyć (jak to często bywa w przypadku książek o odżywianiu i zdrowiu ogólnie), ale przedstawia nam suche fakty.

Podtytuł wskazuje na to, że jest to książka kucharska i faktycznie znajdziemy w niej ponad 700 przepisów na składniki, dania obiadowe, napoje, przetwory itp. Jednak książka jest już dość stara (wydana w 2003 roku), więc duża część przepisów została już "przemaglowana" w amerykańskiej blogosferze, często nawet ulepszona, więc nie powiedziałabym, że sekcja z przepisami jest nam koniecznie potrzebna. Dla mnie to znacznie bardziej podręcznik, niż książka kucharska.

Zalecenia Sally Fallon mogą wydawać się niedorzeczne - w końcu cały czas słuchamy o tym, że musimy ograniczyć spożywanie tłuszczu i soli, a na produkty spożywcze patrzeć przede wszystkim pod kątem zawartości kalorycznej. A Fallon każe nam patrzeć na skład produktu, a najlepiej odstawić go na półkę, a zamiast niego wziąć świeże warzywa, owoce, mięso, mleko... I samodzielnie coś z tego zrobić. Jej twierdzenia można podsumować krótko: jedzmy prawdziwą, tradycyjną, nisko przetworzoną żywność. Czy to nie jest sensowne? Kiedy rozmawiam z kimś o tej książce, wiele osób mówi: "Jasne, kiedyś nam mówili, że margaryna jest zdrowa, teraz że niezdrowa, pewnie za jakiś czas znowu to się zmieni". Jest w tym trochę racji, w gąszczu skrajnie różnych informacji żywieniowych można się pogubić. Ale wystarczy porównać drogę, jaką od składników po gotowy produkt na naszym stole pokoje masło, a jaką margaryna. Nie wiem, jak wy, ale ja wybieram naturalny produkt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz